Beta-testy, czyli wczesne udostępnianie aplikacji odbiorcom docelowym
Wstęp
Dzisiejszy wpis będzie nieco inny niż poprzednie. Poniższy artykuł powstał jako publikacja do pewnego magazynu internetowego, jednak wszystko wskazuje na to, że zanim magazyn pojawi się w Internecie, tekst może stracić na aktualności ;)
Beta-testy, czyli..
Wczesne udostępnienie produktu odbiorcom docelowym nie jest wyłącznie sugestią płynącą z lekkich metodyk. Wiele osób analizujących rynek startup’ów, m.in. Guy Kawasaki zaleca, aby jak najwcześniej uzyskać informację zwrotną (ang. feedback) na temat tworzonego produktu. Czy faktycznie warto wykonać takie posunięcie?
Alfa oraz beta-testy
Niezależnie od tego, kiedy zdecydujemy się na przekazanie aplikacji odbiorcom docelowym, konieczne jest przeprowadzenie dwóch rodzajów testów konsumenckich – testów alfa oraz testów beta.
Testy alfa mają miejsce, gdy aplikacja jest testowana przez zespół nie będący zaangażowany w proces tworzenia testowanej aplikacji lub kiedy docelowi użytkownicy aplikacji mogą zacząć z niej korzystać pod nadzorem twórców oprogramowania.
Testy beta są prowadzone przez użytkowników w warunkach docelowych – aplikacje wymagające instalacji są umieszczane na komputerach klienta, natomiast aplikacje webowe są udostępniane w Internecie.
Ustalanie odpowiedniego momentu
W czasach popularnego terminu “web 2.0” prawie każdy serwis internetowy startuje z logotypem oklejonym kolorową naklejką z napisem “beta”. Czasem to jest deklaracja informująca użytkowników o chęci rozwoju serwisu zgodnie z sugestiami społeczności, czasem faktyczne beta testy. Niektóre aplikacje, jak na przykład Gmail firmy Google, od momentu powstania aż do dzisiaj, nie wyszły z fazy tych testów.
Warto jednak dobrze się zastanowić, zanim pozwolimy użytkownikom na korzystanie z naszej aplikacji. Udostępnianie na wczesnym etapie może pomóc w lokalizacji błędów oraz uchybień, a także w poprawnym określeniu dalszego kierunku rozwoju aplikacji. Niestety, może również doprowadzać użytkownika do uczucia bezradności i zrezygnowania.
Dwa poniższe przykłady to prawdziwe historie związane z tematyką beta testów – warto się z nimi zapoznać aby dowiedzieć się, jak unikać błędów oraz dlaczego wczesne udostępnienie aplikacji może nam pomóc stworzyć lepszy software.
Niewykonalny feedback
Kilka dni temu miałem okazję poznać serwis MyStock.pl (beta), będący portalem skupiającym społeczność zainteresowaną tematyką inwestowania. Serwis ruszył pod skrzydłami Money.pl, pozytywnie zaskoczył mnie funkcjonalnością oraz wykonaniem, tak więc wyraziłem chęć śledzenia notowań wykresów WIG oraz WIG20.
Wieczorem, kiedy sprawdzałem pocztę okazało się, że otrzymałem maila od MyStock.pl zawierającego podsumowanie wybranych przeze mnie notowań. Problem polegał na tym, iż otrzymałem kilkadziesiąt kopii tego samej wiadomości wysyłanej do mnie od co najmniej dwóch godzin z częstotliwością co jedną minutę. “Awaria systemu powiadomień” – pomyślałem, więc jako beta tester postanowiłem zgłosić usterkę.
Niestety, pomimo wypełnienia formularza kontaktowego na stronie MyStock.pl otrzymałem informację “not all arguments converted during string formatting” oraz możliwość wybrania jednego z dwóch linków: poprzednia strona oraz skontaktuj się z nami. Jak łatwo się domyślić, oba linki prowadziły do wadliwego formularza, który pomimo kilku prób uzupełnienia pod różnymi przeglądarkami, nie pozwolił wysłać mi informacji o usterce.
Ostatecznie postanowiłem odpisać na jedną z otrzymanych wiadomości. Otrzymałem jednak maila zwrotnego, informującego mnie o niemożliwości dostarczenia mojej wiadomości. Trudno.
Oczywiście, opisana powyżej sytuacja nie dyskwalifikuje serwisu – nie zapominajmy, że to nadal tylko testy. Bardzo ważne jest jednak minimalizowanie dyskomfortu użytkownika wynikającego z awaryjności aplikacji, chociażby poprzez łatwe udostępnienie możliwości przesłania informacji zwrotnej. Testerzy są skłonni wiele wybaczyć, jednak dążą do zaspokojenia potrzeby komunikacji i wykazania się. Gdy taka możliwość nie nastąpi, mogą stracić motywację do dalszych testów.
Użytkownik jest królem
Od około dwóch lat, w wolnym czasie piszę wraz ze znajomym aplikację webową wspierającą pracę firm z pocztą elektroniczną. Nie wnikając w szczegóły, skupiliśmy się na usprawnieniu organizacji poczty przychodzącej, rozbudowaniu modelu pracy grupowej oraz na mechanizmie współdzielenia informacji pochodzących z kalendarza firmowego oraz książki adresowej, która nota bene pełni również rolę małego CRM’a.
Wymieniam zakres możliwości nie po to, by zachęcić kogoś do skorzystania z aplikacji, lecz by pokazać mnogość tematów, które trzeba było przemyśleć, zaprojektować oraz zaimplementować. Okazało się, że sam interfejs pocztowy to tylko trzydzieści procent całej aplikacji, reszta to dodatkowe moduły nie związane bezpośrednio z odbieraniem czy wysyłaniem poczty. Aplikacja z małego pomysłu rozrosła się i chwilami coraz trudniej było zapanować nad nią w każdym drobnym szczególe.
Podczas beta testów okazało się, że niektóre funkcje programu są używane tak rzadko, że mogły by nie istnieć. Były one przydatne dla nas, jednak osoba testująca nie zwróciła na nie uwagi. Z perspektywy czasu mogliśmy nie tracić czasu na ich implementację.
Z drugiej strony, to co dla nas miało znaczenie marginalne na etapie testów – jak na przykład definiowalne sygnatury dla kont pocztowych czy możliwość stosowania skrótów klawiaturowych, dla użytkownika pracującego w dużej firmie komputerowej okazało się niezbędne.
Dodatkowo, wymyśliliśmy kilka drobiazgów, które były naszymi pomysłami, a zostały rozbudowane przez użytkownika. Wiele z nich nie miało szans zostać wymyślonych przez nas na etapie projektowania aplikacji, a zaistniało właśnie podczas beta testów z docelowym odbiorcą.
Czy warto?
Wiele osób zapewne poczuje pewną obawę, związaną z niechęcią do wysłuchiwania krytyki ze strony testerów. Inni mogą pomyśleć, że nie warto pokazywać użytkownikom nie do końca sprawnej aplikacji, by nie zrazić ich do użytkowania jej w przyszłości.
Krytyki nie należy traktować osobiście. Wszystkie uwagi dotyczą przecież aplikacji a nie nas samych. Doskonale wiemy, jak błędnie działająca lub nieintuicyjna aplikacja potrafi denerwować. Pozwólmy ludziom, by wskazali taki szczegóły w naszym oprogramowaniu – w końcu to oni będą finalnymi użytkownikami.
Należy również pamiętać, że beta tester zdaje sobie sprawę, iż nie pracuje na finalnym produkcie, tylko na prawie działającym, gdzie prawie robi dużą różnicę. Dla wielu osób poproszenie o przetestowanie aplikacji będzie wyróżnieniem sygnalizującym, że zależy nam na ich zdaniu. Zadowolony beta tester chętnie opowie swoim znajomym o świetnym serwisie, który właśnie poznał. Warto bowiem pamiętać, iż nie ma skuteczniejszej formy promocji, niż rekomendacja słowna zadowolonego użytkownika.
Komentarze (4)
